Wszystko zaczęło się w Odessie

Pamiętam, jak siedzieliśmy kiedyś wieczorem przy stole, a tata Anatoliy zaczął opowiadać o swojej młodości. Zawsze mówił o tym spokojnie, jakby wracał myślami do zupełnie innego życia. „Miałem wtedy dwadzieścia lat” – zaczął. „Była wiosna w Odessie, a port był pełen statków. Codziennie chodziłem tam tylko po to, żeby na nie patrzeć. Słuchałem, jak skrzypią liny, jak pracują silniki i jak marynarze rozmawiają o dalekich krajach. Wtedy pierwszy raz pomyślałem, że też chcę tak żyć”. Opowiadał, że pewnego dnia wstał bardzo wcześnie, jeszcze przed wschodem słońca. Miasto dopiero się budziło, a powietrze pachniało morzem. Wziął małą torbę z kilkoma rzeczami i poszedł do portu. Nie wiedział dokładnie, co się wydarzy, ale wiedział jedno — chce zostać marynarzem. „Statek nie był wielki” – mówił z lekkim uśmiechem. „Ale dla mnie wyglądał wtedy jak coś ogromnego. Stałem na nabrzeżu i trochę się wahałem. W końcu podszedłem do jednego z oficerów i zapytałem, czy potrzebują młodego chłopaka do pracy na statku”. Tata zawsze śmiał się w tym miejscu historii. „Spojrzeli na mnie i zapytali: Czy kiedykolwiek byłeś na morzu? Odpowiedziałem: Nie, ale szybko się nauczę”. I tak zaczęła się jego pierwsza podróż. Opowiadał, jak kiedy statek powoli odpływał od portu w Odessie, stał przy burcie i patrzył, jak miasto oddala się coraz bardziej. „Wtedy zrozumiałem” – mówił – „że moje życie właśnie się zmienia. Nie wiedziałem jeszcze, dokąd dopłynę, ile portów zobaczę i ile lat spędzę na morzu. Wiedziałem tylko, że to dopiero początek”. Za każdym razem, gdy kończył tę historię, mówił to samo: „Morze nauczyło mnie cierpliwości i odwagi. I wszystko zaczęło się wtedy, kiedy miałem dwadzieścia lat i odważyłem się wejść na pierwszy statek w Odessie”.