Sukienka z szafy i puste miejsce w aucie: Historie moich dziadków
Moi dziadkowie przeżyli ze sobą 65 lat. Choć na pierwszy rzut oka nie było już między nimi widać wielkich porywów miłości, fascynujące było obserwowanie dwojga ludzi, którzy mimo wygaśnięcia dawnych uczuć, każdego dnia świadomie wybierają wspólne życie. Doczekali się trójki dzieci i dwunastu wnuków, a ich dom zawsze był sercem naszych rodzinnych świąt. Pamiętam babcię przygotowującą pyszne kolacje i dziadka, który z uśmiechem otwierał szafkę z trunkami, by ugościć moich rodziców.
Kiedy byłam mała, babcia często snuła opowieści, których – czego dziś bardzo żałuję – nigdy nie zaczęłam spisywać. Czasem otwierała swoją szafę pełną sukienek z lat 80. i 90., proponując, bym coś sobie wybrała. Szczególnie zapadła mi w pamięć historia jednej z nich: dziadek, będąc kiedyś sam na wakacjach, kupił ją dla babci w prezencie. Sukienka tak bardzo nie trafiła w jej gust, że przeleżała nienoszona w szafie przez kolejne trzydzieści lat.
Z kolei dziadek był mistrzem śmiesznych anegdot. Uwielbiał opowiadać o tym, jak jadąc codziennie do pracy, zatrzymywał się na przystanku, by kogoś podwieźć. Często zabierał ze sobą pewną postawną panią. Pewnego razu dziadek wymontował z przodu fotel i nie zdążył uprzedzić o tym pasażerki. Zanim zdążył krzyknąć, by wsiadła na tył, kobieta zniknęła w aucie, lądując przerażona na podłodze w miejscu, gdzie jeszcze dzień wcześniej stało siedzenie.
Bardzo kocham moich dziadków i jest mi niezmiernie przykro, że jestem teraz tak daleko od nich. Boli mnie myśl, że przez tę odległość nie mam możliwości, by być przy nich blisko i na bieżąco utrwalać ich wszystkie wspomnienia.