Słoneczne popołudnie na łące
Pamiętam, że kiedy byłam dzieckiem i na łąkach zaczynały pojawiać się żółte mlecze, to właśnie moja babcia nauczyła mnie pleść z nich wianki. Siedziałyśmy razem na trawie gdzieś koło domu, było ciepło i spokojnie. Babcia brała jeden kwiat, potem drugi i pokazywała mi krok po kroku, jak owijać łodygi, żeby wszystko się trzymało. Na początku wcale mi nie wychodziło – wianek się rozpadał albo łodygi się łamały – ale babcia cierpliwie tłumaczyła i pomagała mi jeszcze raz spróbować.
Po jakimś czasie w końcu zrobiłam swój pierwszy wianek i byłam z siebie bardzo dumna. Potem tak mi się to spodobało, że zaczęłam zrywać coraz więcej mleczy i plotłam kolejne. Biegałam po łące, zbierałam kwiaty i nawet nie zauważyłam, kiedy cała moja koszulka była już w plamach od soku z mleczy i od ziemi. Ręce też miałam brudne, a włosy pełne trawy.
Cały dzień spędziłam na dworze, chodząc z wiankiem na głowie i robiąc następne. Kiedy wróciłam do domu, mama od razu zobaczyła moją koszulkę i nie była zbyt zadowolona, że jestem taka brudna. Trochę się wtedy śmiała, ale też mówiła, że znowu wszystko trzeba będzie prać.
Mimo to był to bardzo miły dzień i do dziś go pamiętam. I co najważniejsze – do dziś pamiętam też, jak się plecie takie wianki z mleczy. Czasem, kiedy wiosną widzę na łące żółte kwiaty, od razu przypominają mi się tamte chwile z babcią.