Sentyment do „najmłodszych dzieci”
Kwestia artystycznego dorobku i wyboru tej „najważniejszej” piosenki znajduje u Andrzeja Sikorowskiego zaskakująco pragmatyczną i szczerą odpowiedź. Artysta, zamiast wskazywać na pomnikowe hity sprzed dekad, najchętniej zwraca się ku swoim najnowszym utworom, co tłumaczy prostym faktem: jeszcze nie zdążyły mu spowszednieć. Ta świeżość materiału pozwala mu na zachowanie pełnej emocjonalnej obecności w tekście i melodii, co przy starszym repertuarze staje się nie lada wyzwaniem.
Sikorowski z rozbrajającą szczerością przyznaje bowiem, że po kilku tysiącach wykonań tego samego, wielkiego przeboju, utrzymanie najwyższego stopnia koncentracji graniczy z cudem. Wykonując utwór, który zna na pamięć niemal genetycznie, wpada w rodzaj scenicznego automatyzmu. W takich momentach jego uwaga, zamiast skupiać się na wyśpiewywanych słowach, zaczyna swobodnie dryfować po sali koncertowej. Artysta wspomina z humorem, że zdarza mu się wówczas z autentycznym zainteresowaniem studiować detale otoczenia – na przykład fason i czystość butów widzów siedzących w pierwszym rzędzie, podczas gdy jego głos bezbłędnie prowadzi publiczność przez znany wszystkim refren.