Podwórko otoczone kamienicami – tam, gdzie czas płynął inaczej
Dzieciństwo to czas beztroski, radości i zabawy. Wspominając czasy dzieciństwa, zawsze przywołuję w pamięci obraz podwórka. Moje „zamknięte” – otoczone z czterech stron przedwojennymi kamienicami. Na środku podwórka – trzepak, miejsce spotkań wszystkich dzieci. To pod trzepakiem omawialiśmy najważniejsze sprawy, ale nie tylko. Na trzepaku doskonaliliśmy swoją sprawność fizyczną, ćwicząc wymyślone przez siebie figury akrobatyczne. Skakanki i piłki na podwórku były w codziennym użyciu. Graliśmy też w klasy, kapsle, cymbergaja.
„Pałka za pałką, dwa kije, kto się nie chowa, ten kryje, idę!” –ta rymowanka jednoznacznie wskazywała na zabawę w chowanego. Była jeszcze „Czarownica patrzy na oczy”, “ Policjanci i złodzieje”, “Berek i goniony”. Sami decydowaliśmy, w co się bawimy, i sami organizowaliśmy sobie zabawy oraz gry. To na podwórku budowaliśmy relacje rówieśnicze, nawiązywaliśmy przyjaźnie, ale i uczyliśmy się samodzielnie rozwiązywać spory i konflikty. Podwórko było miejscem przeżywania sukcesów i zwycięstw, ale uczyło również przełykać gorycz porażki i niepowodzenia.
Rozbite kolano czy podrapane ręce nie stanowiły problemu… Wystarczyła ślina i liść babki.
Pod wieczór wracaliśmy do domu zmęczeni, brudni i poobijani, ale radośnie uśmiechnięci, szczęśliwi, pełni nowych wrażeń. Ostatnio moja uczennica stwierdziła, że moje dzieciństwo bez Instagrama, TikToka i Facebooka musiało być szare, smutne i nudne. Z sentymentem wspominam moje „podwórkowe dzieciństwo”. Cieszę się, że było bez komórek, gier komputerowych i internetu. Dla nas najważniejsze były bezpośrednie kontakty z kolegami i koleżankami oraz wspólnie spędzony czas. Żałuję, że w obecnych czasach dzieci nie budują już „podwórkowych wspólnot”. Brakuje mi klimatu tamtych, zaprzeszłych podwórek.