Pierwsze występy i techniczna trema

Początek scenicznej drogi Andrzeja Sikorowskiego przypadł na drugi rok studiów, kiedy to w murach legendarnego krakowskiego teatru Groteska wziął udział w międzywydziałowym turnieju artystycznym. Był to moment weryfikacji talentu przed wymagającą, studencką widownią, jednak młody wykonawca zaskakiwał niezwykłym jak na debiutanta spokojem. W przeciwieństwie do wielu rówieśników, Sikorowski nigdy nie cierpiał na tremę w jej klasycznym wydaniu; bezpośredni kontakt z publicznością i konieczność prezentacji własnej twórczości nie wywoływały u niego paraliżującego strachu, lecz stanowiły naturalny element artystycznej ekspresji.

Jedyne źródło niepokoju, jakie towarzyszyło mu podczas tamtych występów, miało naturę czysto techniczną. W latach jego młodości estradowa rzeczywistość opierała się na prymitywnej i wyjątkowo zawodnej aparaturze nagłośnieniowej, która potrafiła zawieść w najmniej odpowiednim momencie. Prawdziwym wyzwaniem nie była więc treść piosenki czy obecność widzów, lecz kapryśny sprzęt – stres wiązał się z ryzykiem nagłego pisknięcia mikrofonu lub przeszywającego uszy sprzężenia zwrotnego. Ta techniczna niepewność tamtych lat paradoksalnie hartowała artystę, ucząc go koncentracji na przekazie niezależnie od zewnętrznych okoliczności.