Opowieść o rodzie Alwasiaków
Pytanie o to, czego nauczyli mnie dziadkowie, nie doczeka się krótkiej odpowiedzi. To opowieść o splocie tragicznej historii, bolesnej nieobecności i niezwykłej siły kobiet, która pozwoliła nam przetrwać. Moja tożsamość jest wynikiem wyborów ludzi, którzy żyli w czasach, gdy za odwagę płaciło się najwyższą cenę.
W moim życiu jeden z dziadków był nieobecnym. Nigdy go nie poznałem, bo jego życie zostało przerwane w 1940 roku w Starobielsku – został zastrzelony przez Sowietów w masowej egzekucji. Ta nieobecność stała się cieniem rzuconym na życie mojej matki, która całe lata czekała na jego powrót. To milczenie i ta pusta przestrzeń po ojcu nauczyły mnie, jak głębokie rany potrafi zadać historia i jak wielką siłę ma nadzieja, która trwa mimo wszystko.
Drugi dziadek, ze strony ojca, był z kolei świadkiem piekła na ziemi – przeżył obóz koncentracyjny Auschwitz. Jego los był częścią większego, rodzinnego dramatu. Niemcy mścili się na moich bliskich, wiedząc, że jeden z członków rodziny był wybitnie aktywnym oficerem kontrwywiadu Ruchu Oporu na Śląsku i zawodowo eliminował okupantów. Choć jego samego nie mogli schwytać, uderzyli w rodzinę – aresztowali dziadka i ciotki. Mimo tych potwornych doświadczeń, dziadek po powrocie z obozu stał się dla nas niesamowitym punktem odniesienia. Zachował on zdrowy rozsądek i głęboki szacunek dla świata i ludzi. Był dowodem na to, że nawet po przejściu przez nieludzkie okrucieństwo, można wrócić do domu i pozostać człowiekiem.
Jednak to babcie nadały naszemu życiu codzienny, zdroworozsądkowy wymiar. To kobiety były i są dla mnie najważniejszym punktem odniesienia. Podczas gdy świat mężczyzn był rozrywany przez wojny i wywiady, babcie budowały fundamenty moralne. Jedna z nich, niezachwiana w swojej wierze, powtarzała, że bez względu na wszystko trzeba być porządnym człowiekiem, trzeba pracować i szanować innych. To one wprowadziły mnie w świat poprzez bajki, opowieści i marzenia. To ich inspiracje pozwoliły mi patrzeć na świat w sposób, który rozumiem coraz lepiej z każdym upływającym rokiem.
Moja historia sięga jednak jeszcze głębiej, w to, co nazywam „długim trwaniem”. Moim osobistym punktem odniesienia jest prababka, o której wzmianka przetrwała w starych księgach parafialnych. Ponad 200 lat temu zdecydowała się na samotne macierzyństwo – urodziła dziecko poza małżeństwem, co w tamtych czasach było aktem niewyobrażalnej odwagi i sprzeciwu wobec konwenansów. To ona, ta dzielna dziewczyna, założyła ród Alwasiaków.
Jestem konsekwencją jej odwagi, spokoju dziadka z Auschwitz i codziennej etyki moich babć. To od nich nauczyłem się, że nasza przeszłość nie jest tylko zbiorem dat, ale żywym zobowiązaniem do tego, by iść przez świat z podniesioną głową i szacunkiem do drugiego człowieka.