Okno w sypialni

Dziadek był człowiekiem czynu, a babcia – wiecznym zmarzluchem. Każdej zimy toczyli tę samą batalię o okno w sypialni. Dziadek, wierząc w zbawienny wpływ mrozu na płuca, otwierał je na oścież tuż przed snem. Babcia, niczym ninja, czekała, aż dziadek zaśnie i zacznie pochrapywać, po czym po cichu wyślizgiwała się spod kołdry, by zamknąć lufcik. Przez dekady dziadek budził się rano, chwalił „rześkie powietrze” i hart ducha, nie wiedząc, że babcia spędziła noc w szczelnie zamkniętym termosie, a okno zamknęła dokładnie pięć minut po tym, jak zamknął oczy.