Od mandoliny do gitary-samouka

Fundamentem muzycznego świata Andrzeja Sikorowskiego wcale nie była gitara, lecz mandolina – instrument wybrany przez rodziców z czysto pragmatycznych powodów. Jako dziecko posiadał on zbyt drobne dłonie, by poradzić sobie z szerokim gryfem gitary, więc mniejszy instrument strunowy stał się dla niego jedynym dostępnym punktem wyjścia. Początkowo ta edukacja nie budziła w nim entuzjazmu; żmudne lekcje i obowiązkowe ćwiczenia wydawały się dalekie od dziecięcych marzeń o swobodnym muzykowaniu. Z perspektywy czasu okazały się jednak bezcennym kapitałem, ponieważ to właśnie dzięki nim opanował trudną sztukę czytania nut, co dało mu solidne, teoretyczne oparcie w dalszej twórczości.

Prawdziwa pasja wybuchła jednak dopiero wtedy, gdy Sikorowski wziął do rąk gitarę. W przeciwieństwie do formalnego wykształcenia mandolinowego, naukę gry na tym instrumencie podjął całkowicie samodzielnie, napędzany instynktem i potrzebą samorealizacji. Jego pierwsze kroki nie miały nic wspólnego z komfortem pracy na wysokiej klasy sprzęcie – musiał zmagać się z twardymi strunami i niedoskonałościami technicznymi wczesnych instrumentów polskiej produkcji, które często wymagały od muzyka nie lada siły i cierpliwości. To właśnie ta surowa szkoła samouka, połączona z solidną bazą wyniesioną z lekcji mandoliny, uformowała jego charakterystyczny styl i determinację, by poprzez proste akordy opowiadać ważne historie.