Lata dziewięćdziesiąte w Polsce

Lata dziewięćdziesiąte w Polsce były czasem, który wymykał się prostym definicjom – epoką surową, a jednocześnie przepełnioną optymizmem. Dla mnie był to moment osobistego i zawodowego przebudzenia, okres, w którym głęboko wierzyłem, że nasz kraj zmierza w jedynym słusznym kierunku. Moim największym marzeniem było stać się aktywną częścią tego wielkiego procesu, trybem w maszynie rozwoju, która miała nieodwołalnie zmienić oblicze Polski. Widziałem siebie jako człowieka, którego praca ma głęboki sens, bo każdy projekt, każda analiza i każde wdrożenie przybliżało nas o krok do Unii Europejskiej.

To był specyficzny, niemal euforyczny czas, gdy procesy dostosowawcze traktowaliśmy nie jako przykry obowiązek, ale jako upragnione rozwiązanie docelowe. Panowało wtedy powszechne przekonanie, że nie musimy wyważać otwartych drzwi – wystarczyło z ogromnym wysiłkiem i precyzją kopiować oraz przenosić na polski grunt sprawdzone, zachodnie wzorce, które uznawaliśmy za po prostu lepsze. Odnajdywałem w tym ogromną satysfakcję. Czułem, że przykładam rękę do budowy fundamentów nowej rzeczywistości, co było dla mnie fascynującym wyzwaniem intelektualnym. Ten proces otworzył mi drzwi do świata, o którym wcześniej mogliśmy tylko śnić. Dał mi unikalną możliwość spotkania inspirujących ludzi i współpracy z instytucjami, które z ogromnym zaangażowaniem wspierały naszą transformację. Byłem częścią wielkiej zmiany i to poczucie misji definiowało moje ówczesne życie.