Grudzień 1979.
Noc… dzisiaj mam karną misję… Umawiam się ze znajomymi, w grupie raźniej. O północy spotykamy się na rogu „mojej” ulicy. To tutaj mieści się „Rzeźnik”. Na miejscu widzimy już grupę ludzi; ustawiamy się i dopisujemy na listę. Kolejności i porządku pilnuje komitet kolejkowy. Szybko „łapiemy” kontakt z pozostałymi. Wbrew i na przekór sytuacji humory nam dopisują, są żarty i dowcipy… jest wesoło. Po dwóch godzinach stania mam przerwę, mogę „skoczyć” do domu i napić się gorącej herbaty. Muszę wrócić do pół godziny, bo inaczej zostanę skreślona z kolejkowej listy – takie są zasady… Nagle widzimy milicyjną „sukę”, wszyscy chowamy się w pobliskiej bramie… nie chcemy kłopotów. Wracamy pod sklep…
Stoimy, czekamy… o 7 rano ekspedientka otwiera sklep, kolejka rusza. Mnie udało się zdobyć… Udalo się „zdobyć” trochę wędlin i mięsa; w niedzielę będzie uczta… Dobrze, że wykłady mam na 13.00, zdążę odespać „zarwaną noc”!
Grudzień 1979.