Drugi wybór, wielka droga: Dlaczego Andrzej Zoll nie został lekarzem?

W sercu młodego Andrzeja Zolla przez długi czas gościło jedno, konkretne marzenie: chciał zostać lekarzem. Medycyna była jego pierwszym, autentycznym wyborem, przyciągając go wizją zawodu, w którym efekty pracy są namacalne i jednoznaczne. Fascynowała go ta specyficzna uczciwość medycyny – moment, w którym lekarz podejmuje działanie i niemal natychmiast wie, czy pomógł pacjentowi, czy też poniósł porażkę. To kryterium prawdy, oparte na zdrowiu lub chorobie, wydawało mu się najsolidniejszym fundamentem, na jakim można budować życie zawodowe.

Rzeczywistość okazała się jednak mniej łaskawa dla tych ideałów. Andrzej był realistą i potrafił trzeźwo ocenić swoje szanse. Wiedział, że w szkole zaniedbał przedmioty przyrodnicze, a bez solidnej wiedzy z biologii czy chemii drzwi na studia medyczne pozostawały dla niego zamknięte. Musiał szukać innej drogi, przyglądając się temu, co faktycznie sprawiało mu satysfakcję i w czym odnosił sukcesy.

Jego wzrok skierował się ku historii i geografii. Z tych przedmiotów zawsze miał dobre oceny, a czas wolny wypełniała mu lektura literatury historycznej i narastające zainteresowanie polityką. Wszystkie te znaki wskazywały na prawo. Choć w tamtym momencie studia prawnicze traktował jako wybór numer dwa, to właśnie one stały się jego przeznaczeniem.

Z biegiem lat, gdy Andrzej Zoll zagłębiał się w tajniki doktryny prawa karnego i zaczął brać odpowiedzialność za przygotowywanie projektów ustaw, stara tęsknota za medycyną powróciła w formie głębokiej, intelektualnej refleksji. Odkrył, że w świecie paragrafów najbardziej brakuje mu właśnie możliwości weryfikacji własnych czynów. Jako prawnik tworzący normy, często czuł niepokój, którego nie zna lekarz. Pisząc nową tezę czy projektując przepis, nigdy nie miał pewności, czy ma absolutną rację.

Zrozumiał, że prawo, w przeciwieństwie do nauk przyrodniczych, jest dziedziną normatywną. Tutaj nie istnieje laboratoryjne kryterium prawdy lub fałszu. Zamiast twardych dowodów na skuteczność „terapii”, prawnik musi polegać na autorytecie i kryterium obowiązywania norm. I choć Andrzej Zoll stał się jednym z filarów polskiego systemu prawnego, w jego wspomnieniach wciąż pobrzmiewa echo dawnego marzenia o zawodzie, w którym sukces mierzy się nie siłą argumentu, lecz uratowanym życiem.