Andrzej Sikorowski o lenistwie i edukacji

Andrzej Sikorowski z charakterystycznym dla siebie dystansem i autoironią określa siebie mianem „lenia”, otwarcie przyznając, że w hierarchii jego codziennych przyjemności oglądanie transmisji sportowych w telewizji często wygrywa z mozolną pracą nad nowymi tekstami. Ta deklaracja nie jest jednak wyrazem braku ambicji, lecz raczej manifestem człowieka, który ceni sobie święty spokój i prawo do bycia obserwatorem świata, a nie tylko jego aktywnym kreatorem. Zamiast zmuszać się do pisania pod dyktando dyscypliny, woli oddać się pasji kibicowania, co pozwala mu zachować higienę umysłu i dystans do własnej twórczości.

Ten krytyczny zmysł obserwacji artysta przenosi również na grunt społeczny, szczególnie ostro wypowiadając się o współczesnym systemie edukacji. Sikorowski nie szczędzi gorzkich słów pod adresem szkolnej programistyki, uważając, że obecny model nauczania zmusza dzieci do marnowania bezcennego czasu na przyswajanie ogromu teoretycznej, nieprzydatnej wiedzy. Według niego szkoła zbyt często skupia się na detalach, które w dorosłym życiu okazują się całkowicie zbędne, zamiast kształtować umiejętności praktyczne lub rozwijać pasje, które faktycznie mogłyby wzbogacić przyszłość młodych ludzi.